BLOG

INSPIRED

  • Co się stało w Gdańsku ?

pawel-adamowicz-prezydent-gdanska-495287-GALLERY_BIGAutor: Maciej Ustarbowski, red.: Sylwia Ustarbowska

Tragedia w GDAŃSKU, komentarz Macieja Ustarbowskiego, BOR Grupa…
[*] Tragiczna informacja dotarła do mnie podczas zajęć na strzelnicy… Nagle niebo zrobiło się czarne i burza śnieżna przykryła cały świat. Bardzo symboliczne i wymowne. Trudno komentować te wydarzenia z pozycji człowieka, który całe życie zajmował się i zajmuje zagadnieniem bezpieczeństwa, a szczególnie bezpieczeństwa osobistego i ochrony innych osób… Jak powiedział Jurek Owsiak, wczoraj coś się skończyło, przestaliśmy żyć w idealnym świecie, gdzie nie ma agresji, gdzie nie ma ataków na nas. Zagrożenie stało się realne. Mamy nadzieję, że śmierć Pana Prezydenta Pawła Adamowicza zmusi nas do zastanowienia się nad tematem ogólnego bezpieczeństwa naszego i naszych bliskich.

Chciałbym podjąć ten temat już dziś, bo problem w branży ochrony i niezrozumienie wagi pełnienia tej funkcji, jest obecne w naszym społeczeństwie, już od bardzo, bardzo dawna.
Co się stało w Gdańsku ?
Wypadkowa zdarzeń w Gdańsku jest tym, co od dawna wiedziano na temat wyszkolenia służb ochrony imprez masowych i w ogóle rynku ochrony w naszym kraju. Brak na rynku pracy ludzi w tym sektorze, powoduje to, że rynek ten chłonie doprawdy wszystko i wszystkich. Przyjęło się, żeby tylko mieć papierek i niech pracuje.
Jak niestety pokazały wydarzenia w Gdańsku, w ochronie nie mogą pracować ludzie statyści, a pierwszym pytaniem przy zatrudnieniu nie może być: Jaką ma pani/pan grupę inwalidzka? System szkolenia tej grupy zawodowej jest mocno zaburzony, nie ma gratyfikacji dla ludzi, którzy chcą i podnoszą swoje umiejętności zawodowe. Większość tego środowiska wszelkie szkolenia omija szerokim łukiem, a jak już się pokażą to często raz i koniec, i już są fachowcami. Smutne to jest, ale niestety prawdziwe…
Ciężko mi się komentuje wydarzenia w Gdańsku, jako byłemu oficerowi Biura Ochrony Rządu i szkoleniowcowi w dziedzinie technik samoobrony i technik interwencji. Często spotykamy się z ludźmi ze środowiska ochrony i są jednostki, które chcą sie szkolić i się szkolą, ale robią to z własnej świadomości i poczucia bezpieczeństwa, a nie dbałości o poziom wyszkolenia pracowników przez pracodawcę. Z autopsji wiem, jak trudno wyszkolić kompletnego oficera ochrony, ile trzeba czasu, poświecenia i środków.
Natomiast chciałbym podkreślić, że ochrona imprez masowych, czy choćby sam pracownik ochrony to zupełnie inne zagadnienie niż specjalista do spraw ochrony osobistej. Co często jest mylone w potocznym mniemaniu. Specjalista od ochrony osobistej jest naprawdę SPECJALISTĄ. I nie są to puste słowa, nie każdy może nim zostać, tak jak nie każdy może zostać pilotem myśliwca. Co najbardziej zatrważające, umiejętności i wiedzy takich ludzi się w naszym kraju po prostu nie wykorzystuje!!! Jeżeli jest firma ochroniarska, która świadczy usługi w kierunku ochrony imprez masowych, to scenę i zaplecze powinni zabezpieczać fachowcy od ochrony osobistej, ludzie, którzy wiedzą na co zwracać uwagę, jak reagować, jak się zachowywać, jakich użyć środków przymusu bezpośredniego itp. Ale jak wiemy, my też się od tym przekonaliśmy niejednokrotnie, wszędzie są cięte koszty. Dziś dowiedzieliśmy się, że kosztem tego jest życie ludzkie.
Trzeba się zastanowić i wypracować nowy model ochrony podczas imprez, w których biorą udział np. politycy, czy ludzie publiczni. Trzeba zadać sobie pytanie, kto, kiedy i jak ma się zająć ochroną takich miejsc i osób? Czy firmy, które współpracują z SOP przy zabezpieczeniu takich wydarzeń są odpowiednio przeszkolone, czy znają choćby ułamek procedur? Co się będzie działo na wypadek nieprzewidzianych wydarzeń? Może należałoby np. nie przeszkadzać oficerom SOP, a pomagać?
Dzisiaj połowa społeczeństwa stała się specjalistami od ochrony ale my Polacy tak mamy… To nie zmienia faktu, że dopóki system szkolenia i gratyfikacji ochrony się nie zmieni, nadal będzie to tylko pozoracja działań. Najgorsze, że osoby, które podejmują na własną rękę trud doszkalania się i podnoszenia kwalifikacji, w żaden sposób nie są doceniane, co pociąga za sobą taki sposób myślenia, że po co podnosić kwalifikacje, jeśli i tak to się nie przełoży na gratyfikacje finansowe. Ludzie, którzy pracują od lat w tej branży, otrzymują tę samą stawkę, co student po 20 godzinnym kursie i w zasadzie papier za te 20 godzin jest już dożywotni, bo nie ma obowiązku doszkalania się, podnoszenia kwalifikacji, czy umiejętności. Tak to działa. A co do szkoleń i podnoszenia kwalifikacji, to już osobny temat. Co i czego ludzi uczyć, na co kłaść nacisk, co naprawdę jest ważne w rzeczywistości a nie na papierze, realnie, a nie bo ustawodawca przewiduje.
Te tragiczne wydarzenia powinny dać do myślenia i organizatorom, i właścicielom firm ochroniarskich, i ochroniarzom. Czy naprawdę pieniądze są najważniejsze z punktu widzenia organizatorów? A może powinno być priorytetem bezpieczeństwo uczestników, gości i VIP- ów? Do czego prowadzi myślenie, że zawsze tak było, to co się może stać tym razem, pokazały nam wczorajsze wydarzenia.
Czy nadal będziemy żyć w mydlanej bańce, że jest super bezpiecznie i nic się nie może stać, a jak coś się dzieje to nie u nas w Polsce, nie mnie, nie mojej rodzinie? Obecność ochrony jest passe, a zatrudnianie specjalistów od ochrony osobistej i konsultacje z takimi ludźmi, są niepotrzebne bo po co pokazywać, że nam coś grozi? To nie powinna być kwestia strachu tylko BEZPIECZNEGO MYŚLENIA!!!
Co sądzicie na ten temat? Jak to oceniacie? Nie chodzi nam o krytykę firm ochroniarskich, ale zmianę systemu, procedur, podejścia do tematu ochrony.


 

  • 100 lat niepodległej

Autor: Maciej Ustarbowski, red.: Sylwia Ustarbowska

🇵🇱 100 lat niepodległej Polski…
Abstrahując od tego, co się dzieje w mediach na temat nadchodzącego święta, pamiętajmy, że jest ono wyjątkowe, przecież następne takie za 100 lat.🎉
Chcielibyśmy się Was zapytać, czym jest dla Was patriotyzmCzy jest to chodzenie z szalikiem na mecz piłki nożnej? Czy życie i praca w tym kraju? Czy też służenie dla tego państwa, nawet poza granicami kraju? Albo jeszcze inaczej, hołdowanie polskiej tradycji, obojętnie gdzie się jest, w jakimkolwiek zakątku świata? 👉Jakie macie najsilniejsze wspomnienia związane z tym świętem
Przytoczymy Wam krótką historię Maćka.
„W 1988 r. odbywałem zasadniczą służbę wojskową, końcówka PRL-u ale w wojsku jeszcze byli oficerowie polityczni i obowiązkowo oglądało się dziennik w postawie radiowo – telewizyjnej (kto służył w wojsku w tych czasach, to wie o czym piszę). Z okazji 11 listopada część pułku została wysłana do teatru na okolicznościową sztukę, na finał sztuki został odegrany Marsz pierwszej brygady, a w tle wysunął się portret marszałka J. Piłsudskiego i orzeł w koronie. W tym momencie, razem z kolegą wstałem i zaczęliśmy salutować. Czemu? Taki odruch serca. Ten odruch serca skończył się tak, że po powrocie do pułku zostaliśmy wezwani do oficera politycznego, a po rozmowie wychowawczej, wylądowaliśmy w areszcie na 24 godziny ” …
Tak kiedyś się świętowało, czy ktoś to teraz zrozumie? Życzymy Ci Polsko tego, co najlepsze ponad podziałami.

Copyright © BOR Grupa™ All rights reserved


 

  • Chłopiec z żywopłotu

chłopiec z żywopłotu

Autorzy: Sylwia Ustarbowska (reportaż) i Maciej Ustarbowski (tekst)

Zastanawiacie się czasem, czy nasze miejsce urodzenia,  miejsce w którym się wychowaliśmy, jest dla nas motywacją , czy determinacją? Żaglem, czy kotwicą?

Przytoczę Wam pewną historię, może i Wy będziecie chcieli się z nami podzielić swoimi historiami? Bohaterem reportażu, tak naprawdę, mógłby być każdy z nas.

Chłopiec z żywopłotu

Jest 9 czerwca 1979 r., pierwsza wizyta Jana Pawła II  w Polsce, Kraków – Nowa Huta, wciśnięta w żywopłot na ul. Bulwarowej, stoi matka z dwójką synów 11 i 15 lat, oczekują przejazdu papa mobile. O godzinie 11.40 na stadionie KS Hutnik ląduje papieski śmigłowiec, ludzi ogarnia euforia, chłopcy z mamą są wciśnięci w żywopłot na torowisku tramwajowym ale mimo niewygody są bardzo blisko przejeżdżającego  papa mobile. 11 letni chłopiec jest zachwycony, nie tylko osobą Papieża ale także postaciami mężczyzn z ochrony, którzy mu towarzyszą. Postawni mężczyźni, w ciemnych garniturach i ciemnych okularach. Całą powrotną drogę do domu, męczy pytaniami mamę, kim byli. Chłopiec długo myśli o tych postaciach, ale z czasem zapomina.

Jestem z Nowej Huty

Mam 12 lat i trafiam na sekcję JUDO do Domu Kultury im J.KORCZAKA, tego koło szkoły pożarniczej. Dobrze mi idzie, jako młodzikowi więc zostaję przeniesiony do pałacu młodzieży na ul. Krowoderskiej. Jest rok 1981, stan wojenny krzyżuje plany treningów. Podróżowanie na zajęcia z Nowej Huty do Krakowa, staje się niezbyt bezpiecznie. Jestem zmuszony zrezygnować z treningów judo. Nie namyślając się długo, znajduję sekcję karate na osiedlu Kalinowym. Nadchodzi czas fascynacji sportami walki, trenuję king fu. Jak większość w tamtym czasie jestem fanem Bruce’a Lee i „Wejścia smoka”. W tamtych czasach młodzi z Huty, wiązali swoje plany życiowe z Hutą im. Lenina. Ja, jeszcze wówczas nie przypuszczałem, że los ma wobec mnie zupełnie inne plany.

Komandos

Rok 1987 r. zostaję powołany do wojska. W ramach „nagrody” za pyskówkę wobec lekarza wojskowego, zostaję wysłany do Gdyni, do…. karnego pułku budowlanego. Byli tam wszyscy w „nagrodę” od kadry zawodowej po żołnierzy służby zasadniczej. W roku 1988r., zaczyna się strajk w stoczni Gdańskiej, zostaję wysłany z karabinem pod jej mury. Strach po obu stronach. Pierwsze ciężkie  doświadczenie, ale takie było wtedy życie. Zawsze sobie powtarzałem, że jestem z Nowej Huty, to dam radę.

Po odbyciu zasadniczej służby, wracam do swojej Huty. Jest po roku 1989, perspektywy są nowe, ludzie łapią się różnych biznesów. Na szczęście pewnego dnia los przysyła do mnie człowieka, który proponuje mi pracę zawodowego żołnierza, w naszych krakowskich czerwonych beretach. Propozycja pojawia się, ponieważ jestem już wówczas instruktorem w krakowskiej akademii kung- fu.

Chłopak z Nowej Huty zostaje komandosem. Spełnienie marzeń, nie Kombinat ale ul. Wrocławska. Sam jeszcze nie do końca wiedziałem, na co się piszę. Ze względu na już nabyte umiejętności, zostaję skierowany do rozpoznania, czyli elita wśród elit. Jest to okupione ciężką pracą, treningami, poligonami. W 1996 r. zostaję wysłany do Bośni w ramach sił IFOR. To kolejna ciężka próba. Pomaga zawsze ta sama myśl, że chłopak z Nowej Huty musi dać sobie radę. Jako dowódca plutonu zwiadu i dalekiego rozpoznania16 batalionu powietrznodesantowego 6 Brygady Desantowo – Szturmowej, nigdy nie wydałem rozkazu: Naprzód, tylko zawsze: Za mną. Za to ludzie mnie szanowali i czuli się ze mną bezpiecznie.  Zagrożeń było tyle, że to temat na oddzielną książkę.  W tych warunkach, ponownie spotykam się z „panami w garniturach i ciemnych okularach”. Pojawiają się przy każdej wizycie z ministerstwa z Polski. Ludzie z ochrony, oficerowie dumnego Biura Ochrony Rządu. Tu na wojnie to oni są zależni ode mnie, bez krytyki przyjmują moje polecenia. Pamiętam, jak zapytali: Skąd jesteś? Z Nowej Huty – odpowiedziałem dumnie. Trochę daleko, ale jak uda ci się przeżyć to zgłoś się do nas, takich jak ty potrzebujemy – usłyszałem. Wówczas do Biura Ochrony Rządu przyjmowali tylko najlepszych… mistrzów świata w sportach walki, mistrzów olimpijskich, mistrzów Europy, itd.. Ja chłopak z Nowej Huty w Biurze Ochrony Rządu?! Po powrocie do Polski, umawiam się na rozmowę. Rozmowy trwają rok…

Borowik

Styczeń 1998 r. zostaję oficerem BOR. Przeprowadzam się do Warszawy. To, co nawet mi się nie śniło, stało się faktem. Ze względu na moje doświadczenie i umiejętności, zostaję przydzielony do Wydziału Zabezpieczenia Specjalnego, więc znowu szkolenia, ćwiczenia i dużo, dużo nauki. I tym razem, pochodzenie mnie motywuje, chcę pokazać sam sobie, że godnie reprezentuję Kraków i swoją ukochaną dzielnicę.

Rok 1999 r. w firmie zaczynają się przygotowania do operacji „PERŁA”, czyli kolejnej wizyty Ojca Świętego. Oprócz realizacji w WZS – ie, jestem też szkoleniowcem, uczę ludzi technik samoobrony, interwencji  itd. Pewnego dnia zostaję wezwany do szefa, który ma odpowiadać za ochronę bezpośrednią Papieża Jana Pawła II i słyszę: „Słuchaj Huciak wiem, że jesteś dobry a nawet bardzo dobry i dużo wkładasz pracy w to co robisz, i chce żebyś był w moim zespole przy Papieżu!”.

Chłopiec z żywopłotu w ochronie bezpośredniej Ojca Świętego.

5 czerwca 1999 r., rozpoczyna się najdłuższa pielgrzymka Ojca Świętego w Polsce. Uczestniczę w niej, jako ochrona OSOBISTA Papieża. 14 czerwca samolot papieski ląduje w Krakowie. Chłopiec z żywopłotu stoi na stopniach samochodu ochronnego, obok papa mobile. W Wadowicach jest bezpośrednim świadkiem wypowiedzi o kremówkach, stojąc nieopodal tronu papieskiego.

17 czerwca, tuż przed odlotem Papieża, odbywa się prywatne spotkanie w Częstochowie, na prywatnej audiencji z szefostwem BOR i ochroną osobistą, Papież pyta: Skąd są moi ochroniarze? Pytani, odpowiadali po kolei, przyszła kolej na mnie. Z Nowej Huty, z Krakowa Ojcze Święty – odpowiedziałem. Nowa Huta, znam – powiedział Papież. 20 lat później los zatoczył koło po raz pierwszy w życiu chłopca, który w 1979 r. stał w żywopłocie i patrzył z podziwem na mijający go papa mobile.

Los zatacza kolejne koło.

Wielu powie, że nieważne skąd jesteś, ale jakim jesteś człowiekiem. Prawda, ale w mojej ocenie, miejsce pochodzenia pomaga i jest żaglem w życiu. Czasami chcesz sobie udowodnić, że jesteś godny reprezentować to miejsce, a czasami swoją postawą chcesz pokazać, że to miejsce, jakie by nie było, to twoje miejsce. Życie postawiło przede mną jeszcze dużo wyzwań… Afganistan, Irak i wiele innych egzaminów. Ale w 2016 los zatoczył to ostanie, najważniejsze koło. Dziś patrzę przez okno na swoją NOWĄ HUTĘ i piszę do was te słowa… Huciak jest w domu.

fot. zasoby BOR Grupa. Copyright © BOR Grupa™ All rights reserved


 

  • Zapal świeczkę

Autor: Maciej Ustarbowski, red.: Sylwia Ustarbowska

święto zmarłych„Zapal świeczkę” https://www.youtube.com/watch?v=uXf-1Ym9ID4 … Zapal świeczkę za tych, których zabrał los…

1 listopada 2007 rok, Kabul, my z BOR i koledzy z GROM-u na terenie ambasady RP symbolicznie zapalamy znicze pod flagą polską za naszych kolegów, o których pamiętamy zawsze i wszędzie…

Bagdad 2007 rok, ZUKU, KAŚKA, BARTOSZ ORZECHOWSKI…

10 kwietnia 2010 roku… koledzy z lotu Tupolewa do Smoleńska… Janosik, Płetwa, Moskwa, Krajan, Nochal, Francuz Artur, Florczak Jarosław, Marek Uleryk, Agnieszka Pogródka –Węcławek… Znałem ich wszystkich, niektórych dobrze, a niektórych bardzo dobrze. Do niektórych z nich do tej pory mam numery telefonów w aparacie telefonicznym… Czasami łapię się na tym, że zadzwoniłbym do Janosika albo do Nochala, porozmawiać o broni i sprzęcie. Często pod płaszczem „twardzieli” jesteśmy normalnymi ludźmi, którzy odczuwają brak kumpli, tak po prostu.

W Polsce jest tradycja, że zapala się świeczkę na grobach wojskowych, mogiłach zbiorowych z czasów I i II wojny światowej. Pamiętajmy, że są jeszcze inne groby, ludzi o których warto pamiętać. Chciałbym, żeby pamięć o Kolegach, którzy zginęli na służbie, była wiecznie żywa ale zdaję sobie sprawę, że nie jest to do końca możliwe… świat idzie do przodu. Jeżeli możecie, tak po prostu, zapalcie świeczkę za pamięć o Nich.

Copyright © BOR Grupa™ All rights reserved


 

  • Co się dzieje z byłymi specjalistami ze służb specjalnych?

Autor: Maciej Ustarbowski, red.: Sylwia Ustarbowska, fot. zasoby BOR Grupa

Obraz22

Czy ktoś z Was kiedykolwiek zastanawiał się, co się dzieje z byłymi specjalistami ze służb specjalnych, po ich przejściu w stan spoczynku? W kontekście wykorzystania ich specjalistycznych umiejętności?

Często się zastanawiam nad tą kwestią… tak wielu mam kolegów, przyjaciół, ludzi, którzy byli i są wspaniale wyszkoleni w różnych  dziedzinach, od strzeleckich, samoobrony, walki, ochrony osobistej, jazdy defensywnej, ofensywnej, analizy zagrożeń, szeroko pojętego bezpieczeństwa itd., itd., wyszkolonych, jakby nie było, za pieniądze podatnika. Co z tym potencjałem się dalej się dzieje?

No właśnie… niewiele! Część z tych bardziej przedsiębiorczych, próbuje na własną rękę zakładać firmy szkoleniowe i doradcze ale często zniechęca ich cała biurokracja, a kiedy już działają na rynku, ich zapał osłabia powszechnie panujący trend, gdzie „cena czyni cuda” nieważne co potrafisz (najczęściej niewiele), kim jesteś, byle szybko, byle taniej, byleby.

Czy wiecie, że byli funkcjonariusze BOR, żeby pracować w sektorze ochrony, muszą kończyć kursy na kwalifikowanych pracowników ochrony, kursy na członków służb porządkowych i informacyjnych na imprezach masowych, jak i zdawać egzaminy na dopuszczenie do pracy z bronią? Zresztą dotyczy to wszystkich byłych mundurowych i byłych funkcjonariuszy służb specjalnych… Człowiek pracuje całe życie z bronią przy głowach państw, przy rządzących, a w „cywilu” nie może już z bronią pracować. Tacy byli wojskowi, którzy narażali życie na misjach zagranicznych, gdzie z bronią poruszali się wszędzie, nawet do toalety, we własnym kraju, po odejściu ze służby, nie mogą pracować z bronią bez zdawania egzaminów… Absurd!

Wygląda na to, że w Polsce nie ma czegoś takiego, jak polityka kadrowa dotycząca właśnie takich specjalistów, którzy po odejściu do „cywila”, nie są zupełnie zagospodarowani. Nikt nie interesuje się, co robią ci ludzie, jak wykorzystują swoją wiedzę i umiejętności. Na zachodzie korporacje i agendy rządowe czekają „pod bramą” na takich ludzi, żeby w swojej działalności wykorzystać ich wiedzę i umiejętności. Mają wysoko wykwalifikowanych specjalistów za free, bo są już wyszkoleni, nie trzeba przeznaczać na to środków.

Czy naprawdę w naszym kraju jest aż tak dobrze, że nie szkoda tych pieniędzy, które zostały zainwestowane w wyszkolenie fachowców, że nie szkoda potencjału tych ludzi?

Mamy pomysł, żeby zrzeszyć tych ludzi, żeby było wiadomo do kogo się zgłosić, aby czerpać z tych zasobów. Myślicie, że ten pomysł ma szansę wypalić? Czy nadal wszystko pójdzie po układach, po znajomościach, po cenie i po „byleby pchnąć temat”. Czy czujecie, że jakość wyszkolenia, poziom wiedzy i umiejętności szeroko pojętego sektora bezpieczeństwa w naszym kraju, jest na najwyższym poziomie? A fachowcy do lamusa?

fot. zasoby BOR Grupa. Copyright © BOR Grupa™ All rights reserved


 

  • Wiedza, umiejętności i doświadczenie nie biorą się znikąd.

Autorzy: Sylwia i Maciej Ustarbowscy, red., fot. Sylwia Ustarbowska, BOR Grupa

hdr

Na co dzień prowadzi z Wami zajęcia – instruktor Maciek Ustarbowski, bo o nim mowa współzałożyciel BOR Grupy, twórca systemu walki BG System – odpowiada w BOR Grupie za realizacje i uczy Was od postaw praktycznych umiejętności samoobrony, strzelectwa, ochrony osobistej, taktyki i technik interwencji, survivalu i innych specjalistycznych tematów z zakresu bezpieczeństwa osobistego. Przez Uczestników szkoleń, zwany Guru👌😏. Informacje o osiągnięciach zawodowych Maćka znajdziecie tutaj: https://borgrupa.pl/kadra/, ale dziś z okazji drugiej rocznicy powstania naszej firmy🎆🎉. Dziś prezentujemy Wam kilka odznaczeń, które Maciek posiada w swoim dorobku..
Pierwszy z nich to gwiazda Afganistanu, nadana za udział w misji afgańskiej. Kolejny to gwiazda Iraku, nadana za udział w misji irackiej. Obydwa odznaczenia zostały przyznane mimo, że nie stanowiliśmy sił zbrojnych ani nie byliśmy częścią kontyngentu. Trzecie odznaczenie nadane zostało przez dywizję iracką za współpracę i pomoc w szkoleniu, jak i ochronie ważnych osób podczas misji irackiej. Kolejny, czwarty medal to jedno z najcenniejszych odznaczeń – odznaczenie NATO za udział w misji w byłej Jugosławii, w silach IFOR, nadany w czasach, kiedy Polska nie była jeszcze członkiem NATO. Maciej służył wówczas w 16 batalionie powietrzno- desantowym, w 6 brygadzie desantowo – szturmowej. Piąte odznaczenie NATO, otrzymane zostało za udział w misji afgańskiej, w silach ISAF za współpracę z siłami ISAF i pomoc komponentom ISAF w realizacji zleconych zadań na terenie KABULU i nie tylko tam.
Ostatni, brązowy order został przyznany za zasługi dla sił zbrojnych i nadany jeszcze w czasach służby w 6 brygadzie desantowo –szturmowej, w 48 kompani rozpoznawczej.
🎋Swoją wiedzę, umiejętności i doświadczenie, Maciek przekazuje Wam na co dzień, podczas realizacji w ramach szkoleń, prelekcji, wykładów BOR Grupy oraz kursów w ramach ośrodka kształcenia BOR Grupy NPKU. Dziękujemy za te dwa lata i Waszą obecność oraz chęć nauki. 🙏Pozostałych, serdecznie zapraszamy na nasze zajęcia – przyjdźcie, przekonajcie się sami i sprawdźcie, jaki oferujemy poziom kształcenia, i w jak fantastycznej atmosferze🙂👍.

fot. zasoby BOR Grupa. Copyright © BOR Grupa™ All rights reserved


 

  • SOP zastąpił BOR

Autorzy: Sylwia i Maciej Ustarbowscy, red. S. Ustarbowska

1 lutego 2018 r. do historii przeszedł BOR , kawał historii także i mojej (od red.  współzałożyciel BOR Grupy i były oficer BOR, Maciek Ustarbowski) .

Gdy zaczynałem służbę w tej formacji był nas niewielu i byliśmy elitą, w JW 1004 służyli najlepsi… wybitni sportowcy, mistrzowie olimpijscy i wysokiej klasy specjaliści rożnych dziedzin. Kiedy w 2002 r., żołnierze jednostek nadwiślańskich, po rozwiązaniu tej formacji, zostali wcieleni do BOR, straciliśmy na elitarności.  Więcej ludzi, różny poziom wyszkolenia ale nadal to był tej jedyny BOR. W moich wspomnienia wspaniali ludzie, przyjaciele,  fajni koledzy.

Czy SOP będzie taki sam? Czytamy w artykule:…” liczba przyjmowanych do służby nowych funkcjonariuszy już stale wzrasta. W 2016 r. do BOR przyjęto 134 młodych funkcjonariuszy, w 2017 r. 155 funkcjonariuszy, a w pierwszym miesiącu tego roku 36”… Czy za ilością może iść jakość? Zgodnie z nowymi przepisami, SOP uzyska możliwość wykonywania czynności operacyjno-rozpoznawczych, rozszerzono krąg obiektów, które znajdą się pod ochroną tej nowej formacji. Czy jednak SOP zapewni dawny standard BOR? Przecież już końcówka BOR nie wyglądała najlepiej, wypadki i wpadki funkcjonariuszy nie dawały najlepszego świadectwa , ale mimo wszystko trzymamy kciuki za „noworodka”.

Kolegom z SOP życzę co najmniej w połowie takiej historii, jaką miał BOR i takich ludzi, jak za starej szkoły.  A dla nas, BOR Grupa tym bardziej brzmi coraz dumniej.

https://www.bankier.pl/wiadomosc/Sluzba-Ochrony-Panstwa-zastapi-BOR-4067544.html

Copyright © BOR Grupa™ All rights reserved


 

  • Papież ruszył z pomocą

komentarz BOR Grupy do wydarzeń w Chile podczas wizyty papieża Franciszka, autor M. Ustarbowski, red. S. Ustarbowska.

https://wiadomosci.onet.pl/religia/chilijska-policjantka-spadla-z-konia-franciszek-kazal-zatrzymac-papamobile-i-ruszyl/x4snzth

Postać papieża Franciszka przyzwyczaiła nas do nieoczekiwanych zachowań i postaw, co pokazuje światu, że mimo iż jest głową Kościoła, zachowuje się jak normalny człowiek. Pytanie czy to dobrze czy źle dla Jego bezpośredniej ochrony?

Po informacji ze światowych mediów, że papież Franciszek ruszył na pomoc policjantce, która spadła z konia, zadałem sobie pytanie, co bym zrobił będąc w ochronie bezpośredniej na ich miejscu? Takie „ludzkie” zachowanie VIP-a, to najczarniejszy koszmar ochrony w momencie, kiedy jest realizowany szczegółowy plan czy to wizyty, czy przejazdu. Osoba ochraniana, w tym wypadku papież, nagle wysiada, podchodzi do strefy, która nie jest w żaden sposób sprawdzona. Z jednej strony odruch ludzki, interakcja z wiernymi, a drugiej brak odpowiedzialności za własne bezpieczeństwo. Często się zastanawiałem, czy takie osoby, które są objęte tak ścisłą ochroną, zdają sobie sprawę, że każde zachowanie, które nie jest przewidziane, czy zaplanowane, może zagrozić ich bezpieczeństwu? Przy ich statusie, bezpieczeństwo osobiste nie jest już ich własnym dobrem, a dobrem ogólnym.

Miałem podobne zajście, będąc w ochronie osobistej , byłego prezydenta USA Clintona, kiedy to nagle zmienił program wizyty  i wpadł na świetny pomysł, żeby pojechać na pierogi. Pisałem o tym na blogu (Ewakuacja Prezydenta USA), tekst dostępny jest również na facebooku https://www.facebook.com/borgrupa/posts/1624843187534766:0 .

Wizyta papieża Franciszka w Chile była dużym wyzwaniem dla ochrony i niestety nie popisali się. Kolejny incydent w trakcie tej pielgrzymki  z rzuconą czapką w twarz papieża, powinien być jeszcze długo analizowany i to nie tylko przez służby chilijskie, ale przez wszystkie służby, które taką wizytę zabezpieczały. No ale nikt nie jest perfekcyjny, prezydentowi Komorowskiemu też się przytrafiło jajko…

Ochrona osobista nie jest łatwym kawałkiem chleba, ale na pewno ciekawym, nieprzewidywalnym i dającym dużo satysfakcji.

Copyright © BOR Grupa™ All rights reserved


 

  • Bezpieczny w sieci, czy w realnym świecie?                                                                 

Autor Maciej Ustarbowski, red. Sylwia Ustarbowska – BOR Grupa.

Uzależnieni od nowych technologii coraz ufniej patrzymy w przyszłość, nie oglądając się na zagrożenia dnia codziennego. A przecież coraz częściej słyszymy choćby o cyberatakach na taką, czy inną placówkę państwową, czy bankową. Ostatnio czytałem wywiad z Kevinem Mitnick, człowiekiem legendą, najsławniejszy hakerem w historii. Mitnick stwierdził, że nawet się nie obejrzeliśmy, a już od dawna żyjemy w cyberświecie. Całe nasze życie jest podporządkowane sieci. Internet pozbawił nas krytycznego myślenia. Jeżeli mamy jakikolwiek problem, nie pochylamy się nad nim, nie próbujemy go rozwiązać, tylko sięgamy po odpowiedź do Internetu . Jest to bardzo wygodne, ale czy bezpieczne dla nas samych? Według sławnego hakera, to nie technologia nas zawiedzie ale czynnik ludzki. W całym cyberświecie to człowiek jest najsłabszym ogniwem i to człowiek przyczyni się do chaosu. Sławny haker ostrzega, że w każdej chwili można zmanipulować dane na giełdach światowych, doprowadzić do kryzysu jakąkolwiek dziedzinę przemysłową, czy nawet całe państwa, a potem to wszystko usunąć, nie pozostawiając  śladu, a zostawiając chaos. Oglądałem w jakimś programie, że w wikipedii jest stworzony zespół ludzi, którzy mają się zajmować archiwizowaniem informacji na temat wydarzeń nadzwyczajnych. Ma to polegać na tym, że jeżeli wydarzy się coś na skalę światową, przełomową itp., ci ludzie od razu mają to opisać i … wydrukować na papierze !!! Tak, najtrwalszym przekaźnikiem informacji jest właśnie papier. Jak głosi ogólna opinia – to co w sieci to już zostaje na zawsze w sieci, nie do końca jest prawdziwa, skoro w każdej chwili może zniknąć bez śladu…

Wracając do naszej MODY na BEZPIECZEŃSTWO, czy nie warto nabyć pewne umiejętności, które nie są zależne od technologii? Cokolwiek, co pomoże nam przetrwać w sytuacji chaosu? Umiecie czytać mapy, określać kierunki świata, rozpalać ogniska bez zapałek, pozyskać czy filtrować wodę?  Póki co oferujemy to w formie ciekawego wykładu, meetupu, w atmosferze zabawy, czy rozrywki, ale co by było gdyby…? Co zabierzesz ze sobą z domu, jak będziesz musiał uciekać? Uwierz mi, że ja nie potrzebuję tych rzeczy, które dla Ciebie są niezbędne, żeby przeżyć. Pytanie, komu się uda? Zostawiam je bez odpowiedzi…

Projekt MODA na BEZPIECZEŃSTWO to cykl wykładów i spotkań na tematy związane z bezpieczeństwem osobistym, z ekspertami z zakresu bezpieczeństwa osobistego, prawa, medycyny, ochrony, wojskowości, sportu, ratownictwa  i innych dziedzin.

Pierwszy meetup odbył się 9 stycznia w Krakowie, info: https://borgrupa.pl/projekt-moda-na-bezpieczenstwo/

Copyright © BOR Grupa™ All rights reserved


 

  • 2 października czarnym dniemkomentarz BOR Grupy do wydarzeń w Las Vegas,

autor Maciej Ustarbowski, red. Sylwia Ustarbowska – BOR Grupa.

Dzisiejszy poranek przywitał nas tragicznymi wiadomościami z Las Vegas. „Masakra na koncercie country”, jak określają media amerykańskie, „najbardziej tragiczny incydent w historii Stanów Zjednoczonych ”. Co najmniej 58 osób zabitych, 515 rannych, a liczba ofiar może się zwiększyć.
Od razu słyszymy różnego rodzaju komentarze i opinie, że główną przyczyną jest dostępność do broni dla społeczeństwa amerykańskiego oraz, że obecna dyskusja w kraju nad dostępnością do broni palnej, powinna uwzględniać dzisiejsze wydarzenia i należy wyciągnąć wnioski.
Idąc tą drogą myślenia, po każdym karambolu na drodze czy autostradzie powinniśmy zabronić wydawania praw jazdy, a po wydarzeniach w ‘90 r. na Wyższej Szkole Wojsk Łączności w Zegrzu, gdzie Janusz Ochnik zastrzelił 4 kolegów na warcie, powinno się ograniczyć dostęp do broni dla wojska…
Społeczeństwo, które ma dostęp do broni, na podstawie zezwoleń prawnych i posiadając odpowiednie umiejętności, jest bezpieczne. Bandyci nie czują się bezkarni i bezpieczni, mając perspektywę konfrontacji z uzbrojoną osobą. Oczywiście nie popieramy wydawania pozwoleń na broń wszystkim i każdemu komu się to zamarzy, ale na pewno tym, którzy spełniają odpowiednie wymogi, również psychiczne. Bandyta czy terrorysta, jeżeli będzie miał taką potrzebę zaopatrzy się w broń i na pewno nie pójdzie zakupić jej legalnie…, wiec osobiście uważam, że dzisiejsze wydarzenia nie powinny rzutować na przyszłe decyzje co do legalności i dostępności posiadania broni.
Ponadto, jednocześnie są prowadzone dyskusje o zabezpieczeniu imprez masowych. Osoby, które miały choć trochę do czynienia z tematem ochrony, wiedzą doskonale, że w praktyce nie istnieje coś takiego jak 100% zabezpieczenie imprezy masowej. Można maksymalnie zwiększyć stan bezpieczeństwa i zabezpieczenia takiej imprezy, ale nigdy nie będzie 100% pewności. Dzisiejsze wydarzenia w Las Vegas pokazują nam, że wariantowość jest praktycznie nieskończona. Oczywiście, powinny zostać wyciągnięte odpowiednie wnioski i na pewno kolejne imprezy masowe nie powinny się odbywać w bezpośrednim sąsiedztwie wysokich budynków, ale podstawą do minimalizowania ofiar w takich sytuacjach zawsze będzie ŚWIADOMOŚĆ I WYSZKOLENIE SPOŁECZEŃSTWA , jak się zachowywać w takich sytuacjach, jak postępować .
Dzisiejszy dzień na pewno będzie czarnym dniem w historii, nie tylko USA . Dzień, który wznowi dyskusje o świadomości bezpieczeństwa wśród społeczeństwa, o pracownikach ochrony, o ochronie imprez masowy itp. Ale czy wyciągniemy z tego odpowiednie wnioski?

https://www.tvn24.pl/strzaly-w-las-vegas-dziesiatki-ofiar-smiertelnych-setki-rannych,777749,s.html

Copyright © BOR Grupa™ All rights reserved


 

  • Po sąsiedzku, uchodźcy a poczucie bezpieczeństwa.

uchodzcy z bliska

Autor Maciej Ustarbowski, redakcja, fot. Sylwia Ustarbowska – BOR Grupa.

Rodzinne sprawy zmusiły nas z żoną do wyjazdu zagranicę, do zachodnich sąsiadów. Sam byłem bardzo ciekaw, jak faktycznie wygląda sytuacja z uchodźcami i ile jest prawdy w przekazach telewizyjnych, czy internetowych. Na pierwszy rzut oka  niewiele się zmieniło, nie widać dzikich hord uchodźców, ale faktycznie jest więcej osób o inne karnacji,  spotyka się ich co krok.

Odnieśliśmy wrażenie, że więcej jest dzieci ciemnoskórych, które  beztrosko  bawią się na placach zabaw. Niby jest jak dawniej, ale jednak inaczej. O tym, że jest inaczej, przekonaliśmy się dopiero na spotkaniach rodzinnych. Podczas spotkań towarzyskich i rodzinnych usłyszeliśmy opowieści o obawach o własne bezpieczeństwo, o tym jak zmieniła się właśnie ta nowa emigracja w stosunku do dawnej, tej pierwszej, o aroganckiej postawie nowoprzybyłych, o epatowaniu własną religią i ich prawa do tego, o dużych grupach, w jakich często się poruszają. Każde wyjście z kimś bliskim do restauracji, jest połączone z niepokojem o własne bezpieczeństwo.

Kiedy rodzina i znajomi  dowiedzieli się od nas, czym dokładnie zajmujemy się, jako  BOR Grupa, byliśmy już za każdym razem proszeni o pokaz prostych technik samoobrony,  bezpiecznych zachowań, co zrobić gdyby… Prosili nas o to ludzie młodzi, starsi, a nawet seniorzy, rodzice martwiący się o dzieci, mężczyźni, kobiety troszczący się o bezpieczeństwo swoje i najbliższych. Informacja dla nas była jasna, że zainteresowanie naszymi szkoleniami z szeroko pojętego bezpieczeństwa osobistego, u naszych zachodnich sąsiadów byłoby ogromne.

Zadajemy sobie pytanie, jak to jest, że w Polsce mimo tego, że dzieli nas tak nieduża odległość, nie mamy takich postaw i zrozumienia dla sytuacji i zagrożenia, jakie może nadejść? W  żadnym wypadku nie potępiamy uchodźców, bo wiem i widziałem na własne oczy, jak wygląda wojna i jak cierpią ci ludzie, i tak naprawdę od czego uciekają, ale czy naprawdę wszyscy? Z ust małego chłopca, urodzonego już na emigracji, padło zdanie do obywatela państwa europejskiego, urodzonego tam z dziada pradziada: Jak dorosnę, to zabiję takich jak ty…

Jako ludzie powinniśmy pomagać innym, to nasz ludzki i człowieczy obowiązek ale nader wszystko dbać o siebie, rodzinę i najbliższych wiec może wróćmy do naszego TEDx-owego hasła i zaprowadźmy modę na bezpieczeństwo i bezpieczne myślenie.

Po sąsiedzku, uchodźcy a poczucie bezpieczeństwa.

fot. zasoby BOR Grupa. Copyright © BOR Grupa™ All rights reserved


 

  • BG System – stwórz swoje własne KOBUDO.

yawara w interwencji

Autor Maciej Ustarbowski, redakcja, fot. Sylwia Ustarbowska – BOR Grupa.

Okinawę znamy mniej więcej z geografii, ale bez zająknięcia powiemy, że karate, które się z niej wywodzi, to wymysł Japończyków… Zaskoczę Was, Okinawa to dawny archipelag RUYKYU, autonomiczne państwo, które było do 1606 r., pod wpływamy  Chińczyków. Jakby zatem nie patrzeć, japońskie karate jest … chińskie. Dlaczego o tym wspominam? W całej burzliwej historii na Okinawie, dwukrotnie wprowadzano edykt o zakazie posiadania jakiejkolwiek broni. Ponadto na Okinawie nie było złóż rudy żelaza, co też przyczyniło się do bardzo minimalnej ilości broni na wyspie. Te kwestie, pchnęły ówczesnych wizjonerów do stworzenia systemu obrony, w którym własne ciało i podręczne środki, stały się bronią. Podręczne środki, które posiadano w domach i obejściach, takie jak: bo, nunchaku, sai, tonfa, kama, eku, kuwa, przeistoczyły się w śmiercionośną broń. Do dzisiaj jest kultywowana ta sztuka obrony, między innymi w systemie karate kobudo.

Co to ma wspólnego z nami i dzisiejszymi czasami? To, że i my też możemy stworzyć swoje własne, współczesne kobudo. Nie namawiamy Was, do tworzenia i nauki samoobrony przy pomocy narzędzi rolniczych, czy masowych wypraw na wieś po sprzęt, ale jak dobrze pomyślimy, to właśnie to, co mamy pod ręką,  może stać się skuteczną bronią.

Telefon komórkowy umiejętnie trzymany, klucze, które mamy przy sobie, długopis, a nawet czasopismo, książka, tablet, czy okulary przeciwsłoneczne, a nawet butelka z wodą, mogą pomóc nam się obronić przed atakiem. Oczywiście bez treningu i ćwiczeń to tylko mgliste opowieści, ale  namawiamy, bo warto spróbować i nabyć kolejną umiejętność życiową, którą warto znać.

W  ramach naszego autorskiego systemu samoobrony BG System uczymy jak sobie poradzić i jak wykorzystać podręczne środki, skupiamy się na skuteczności, wykorzystujemy punkty wrażliwe na ciele, tzw. ATEMI. System bazuje m.in. na: karate, karate combat, combat jujitsu, judo, kung fu, krav maga, aikido. Trzeba pamiętać, że w bezpośredniej konfrontacji na pierwszym miejscu, najważniejszy jest człowiek, jego psychika i umiejętności, a później narzędzia. Dopiero to wszystko, w całości tworzy nasz prywatny „system kobudo”, czyli skuteczną samoobronę.

BG System – stwórz swoje własne KOBUDO.

fot. zasoby BOR Grupa. Copyright © BOR Grupa™ All rights reserved


 

  • Niewybuch z serbskiego pola kukurydzy – jak ciężka jest praca sapera.

Autor Maciej Ustarbowski, redakcja Sylwia Ustarbowska – BOR Grupa.

Od rana oglądamy relacje z Białegostoku, z akcji wywożenia niewybuchu z czasów II wojny światowej. Jak wynika z relacji, ewakuacja i reszta działań przebiegała nienagannie. Brawo władze lokalne i wszelki służby, a w szczególności saperzy.

Wielki szacunek dla kolegów saperów i pirotechników, jak trudny i bardzo niebezpieczny to fach, przekonałem się na własnej skórze w 1995 r. w Bośni.

W 1995 r. brałem udział w misji stabilizacyjnej sił IFOR w Bośni, pełniłem tam obowiązki dowódcy plutonu rozpoznania 16 batalionu 6 brygady desantowo – szturmowej, po prostu były to nasze czerwone berety.

Patrolując ze swoim plutonem jedną z serbskich wiosek, zostaliśmy zatrzymani przez dzieci i mieszkańców wioski, o nieznanej mi już nazwie. Wskazali nam oni pole kukurydzy, a na nim wielki niewybuch, ogromną bombę, albo część rakiety. O odkryciu niezwłocznie powiadomiliśmy dowództwo. Oczywiście, trochę bezmyślnie ale większość „strzeliła” sobie zdjęcie ze znaleziskiem ( jedno z pierwszych selfie, niestety, nie zachowało się ).

Dowództwo przekazało nam, że do czasu przybycia EOD (Explosive Ordnance Disposal , tj. Zespół Rozminowania), mamy pilnować znaleziska. Wydawało nam się to trochę bez sensu, skoro znalezisko leżało tu już jakiś czas, to po co tego pilnować… Nasze zadanie przedłużyło się do rana, zimno… całą noc lało. W skład naszego patrolu wchodziły dwa BRDM-y i Star, jak się domyślacie komfort nie był na poziomie hotelu czterogwiazdkowego. BRDM-y zachowywały się jak stare niemieckie łodzie podwodne, z każdej śruby lała się woda. Można było zaryzykować sen na pace Stara, ale plandeka to marna osłona w razie ostrzału…

Przemarznięci i przemoczeni dotrwaliśmy do rana, kiedy to zjawili się Amerykanie. Jak zobaczyli nasze znalezisko, to dosłownie… oniemieli. Od razu stworzyli strefy bezpieczeństwa, ewakuowali wioskę i zaczęła się cała „zabawa”. Ładunek został załadowany na specjalny transport, zamaskowany na czas transportu, wprowadzono totalny zakaz używania radia i wszelkiej łączności, wstrzymane zostały wszystkie loty w rejonie, gdzie przewożony był ładunek i strefa jego likwidacji. W tej operacji brali również udział, o ile dobrze pamiętam, Belgowie. Gdy dotarliśmy do miejsca neutralizacji ładunku, nakazali nam zająć pozycje, około 2 km od miejsca tzw. ZERO i pozwolili obserwować detonację. Koledzy belgijscy od razu proponowali nam założenie hełmów i obserwowanie sytuacji z pojazdów, ale obruszeni, że chyba żartują… odmówiliśmy. Gdy ogłosili, że wysadzają, staliśmy dumni koło swoich BRDM-ów… Wybuch był przepotężny, powietrze zadrżało i nagle usłyszeliśmy świst nadlatujących kamieni. Do tej pory, ani nigdy później, tak szybko nie wykonałem padu pod transporter. Możecie sobie wyobrazić, jaki ubaw mieli z nas Belgowie, ale cóż mieli rację. To co wtedy przeżyłem i zobaczyłem, wzbudziło we mnie wielki szacunek dla kolegów saperów i tego, z czym mają do czynienia w swojej pracy. W późniejszej swoim życiu zawodowym, wielokrotnie się o tym przekonałem.

Wielki podziw dla tych ludzi, bez nich wielu z żołnierzy by dziś nie było wśród żywych.

Niewybuch z serbskiego pola kukurydzy – jak ciężka jest praca sapera.

Copyright © BOR Grupa™ All rights reserved


 

  • EWAKUACJA PREZYDENTA USA.

ochrona_big

Autor Maciej Ustarbowski, BOR Grupa, redakcja Sylwia Ustarbowska.

Powoli mija tzw. „Trampomania” i ogólny zachwyt nad wizytą prezydenta USA, kiedy to prawie na każdym kanale TV oglądać mogliśmy przejazd „bestii” i słyszeć pochwały na temat secret service.

Oczywiście robi to wrażenie, ten rozmach i cała otoczka, ale czemu tak cicho na temat naszych służb i oficerów BOR? Chłopaki naprawdę „odwalają” kawał dobrej roboty, niekiedy wielokrotnie więcej i skuteczniej niż koledzy z  USA.

Chciałbym tutaj przytoczyć pewną  historię… Jest 17 maj 2001 roku, do Warszawy przybywa, wprawdzie były ale zawsze, prezydent USA Bill Clinton, nie ma takiego rozmachu wokół jego wizyty, jak wówczas, gdy był pełniącym obowiązki, ale i tak zabezpieczenie ze strony Amerykanów robi wrażenie. Około 100 agentów, zabezpieczenie całych pięter w hotelu Sobieskim itp. Ze strony BOR, oprócz oficerów ochrony bezpośredniej, duża ilość zabezpiecza czasowe miejsce pobytu, jak i miejsca, gdzie ma przebywać gość .

Wówczas agentów secret service zainteresował jeden oficer BOR, który mimo, że pogoda bezchmurna poruszał się z wielkim parasolem. Oficer musiał odpowiadać na ciągle pytania: po co ten parasol? W tym czasie premierem był Jerzy Buzek i często na spotkaniach zdarzało się, że niezadowolenie wyrażane było obrzucaniem jajkami i nie tylko, dlatego oficer BOR wypracował swoistą taktykę – w momencie takiego zagrożenia, oficer posiadający parasol miał za zadanie błyskawicznie zasłonić parasolem osobę ochranianą. Oczywiście o tym specjaliści z USA nie mogli wiedzieć…

Wizyta Clintona przebiegała bez zmian, tylko do momentu, kiedy wysiedli na lotnisku rządowym na Okęciu. Według planu, Prezydent miał przejechać do hotelu Sobieski w Warszawie, ale nagle wpadł na genialny pomysł, że chce jechać na plac zamkowy na PIEROGI, tak, tak… na pierogi. Oczywiście możecie sobie wyobrazić, co się w takim momencie dzieje… błyskawiczne przemieszczenie oficerów BOR na miejsce,  sprawdzenie i zmiana pilotażu policji itp. Jednym słowem akcja ”chaos”, ale klient nasz pan. I tu właśnie koledzy z secret service nie zareagowali, nie powiedzieli  STOP mimo, że mają tak sztywne procedury…

Jakie było zaskoczenie, gdy na placu zamkowym czekali już na nas dziennikarze i tłum gapiów. Okazało się, że masa ludzi podsłuchuje radiostacje policyjne i to był właśnie tego efekt. Po skonsumowaniu pierogów, zadowolony pan Clinton postanowił się przespacerować  pod warszawską syrenkę, ulicą Świętojańską (wąska ulica, ciasno, koszmar każdego ochroniarza). Kiedy nasz gość wychodził ze sklepu z antykami, gdzieś na wysokości archikatedry, w kierunku prezydenta nagle lecą jakieś przedmioty!!! Pierwsze uderzenia przyjmuje na siebie oficer BOR, zasłaniając ciałem prezydenta. Agenci secret service za bardzo nie wiedzą co się dzieje… Dwóch gdzieś znika. Kolejne wrzutki już nie docierają… bo na ich drodze staje oficer BOR…z parasolem. Ewakuacja zmierza w kierunku podstawionej kolumny na ulicy Zapiecek, oficerowie BOR zasłaniają sobą, zarówno byłego prezydenta USA, jak i jego ochronę. Na szczęście, okazało się, że były to tylko jajka, a nie  kamienie albo, co gorsza, granaty.

Kolumna w trybie ewakuacyjnym udała się do hotelu, gdzie prezydent został wprowadzony do apartamentów już przez garaże, bez kontaktu z osobami pośrednimi i dziennikarzami. Była to jedyna w historii ewakuacja amerykańskiego prezydenta w Polsce.

Jak zauważyliście, nie taki secret service doskonałe, jak ich pokazują. W ochronie najważniejszy jest człowiek, jego umiejętności i wyszkolenie, a nasi oficerowie BOR to pokazali wówczas Amerykanom.

P.S. Oficerem BOR z parasolem był autor artykułu. A my Polacy nigdy nie powinnyśmy mieć kompleksów na tle innych służb, wojsk itp., bowiem zawsze liczy się człowiek i jego umiejętności.

EWAKUACJA PREZYDENTA USA.

fot. zasoby BOR Grupa. Copyright © BOR Grupa™ All rights reserved


 

  • Co to jest Yawara i do czego służy?

Autor Maciej Ustarbowski, BOR Grupa, red., fot. Sylwia Ustarbowska.

IMG_7776

YAWARA , inaczej kubotan to niewielki patyk, kołek, jak kto woli. Ma około 15 cm długości, o przekroju mniej więcej 1 cm, niepozorne narzędzie…

Do czego służy? Przy użyciu tego przedmiotu, możemy się bardzo skutecznie obronić. Wystarczy parę godzin szkolenia, a nasze poczucie bezpieczeństwa wzrasta. Przy użyciu yawary, ataki na punkty wrażliwe tzw. ATEMI i sploty nerwowe, dają niesamowite efekty w samoobronie. Trzeba przyznać, że szkolenie/ trening mogą być dość nieprzyjemne, a nawet bolesne, ale jak inaczej poznasz strefy i punkty ataku, jeżeli sam nie poczujesz na własnej skórze? Jeśli niewielki ból nie jest dla Ciebie granicą i  potrafisz się przy tym świetnie bawić,… i nie starasz się oddać partnerowi, to satysfakcja ze szkolenia z yawary jest gwarantowana.

I pamiętajcie, tylko nasza wiedza i umiejętności mogą zapewnić nam bezpieczeństwo, nie uczyni tego żadne narzędzie. Zapraszamy przybywajcie na nasze szkolenia !!!

Yawara.

fot. zasoby BOR Grupa. Copyright © BOR Grupa™ All rights reserved


 

  • Czy wiesz co to są punkty ATEMI ? Jak możesz je wykorzystać w samoobronie?

Autor Maciej Ustarbowski, BOR Grupa, red. Sylwia Ustarbowska.

6186629_f520

Punkty ATEMI to tzw. punkty wrażliwe na naszym ciele, bowiem ciało ludzie jest wrażliwe. Konsekwencją urazu jakiegokolwiek obszaru ciała jest ból i w zależności od miejsca oraz siły uderzenia, krótszy lub dłuższy rozstrój, któregoś z istotnych narządów, niekiedy ze skutkiem groźnym dla zdrowia, a nawet śmiertelnym. Istnieje na ciele człowieka kilkadziesiąt miejsc o szczególnej wrażliwości na ciosy. Są to  punkty, których położenie sprzyja  przenoszeniu energii kinetycznej zadanego w nie uderzenia, na leżące w  ciele narządy wewnętrzne, nerwy i ich sploty, głównie arterie, ich żyły i ich rozgałęzienia, jak i przyczepy mięśniowe. Orientacja w ich rozmieszczeniu pozwala, w pewnym stopniu, ustrzec się błędów w obronie własnego ciała i podnosi skuteczność wykonywanych technik. Znajomość skutków zadawanych w nie uderzeń umożliwia, w pewnym zakresie, regulację natężenia stosowanej obrony i ataku. Mistrzowie sztuk walki bazując na własnych doświadczeniach odrzucili punkty trudne w walce oraz mniej skuteczne, a do dyspozycji wojowników pozostawiono 49 punktów na całym ciele, o wysokiej wrażliwości na uderzenie, nawet przy jego umiarkowanej sile.
Rozróżnia się punkty wrażliwe podstawowe jest ich 27 i umiejscowione są na osi głównej ciała, oraz drugorzędne w ilości 22 i mieszczą się one na kończynach.

Ludzkie ciało zostało podzielone na 5 stref podstawowych:

– Głowa
· Szyja
· Tułów
· Kończyny górne
· Kończyny dolne.

Ataki na podstawowe punkty wrażliwe ATEMI będą skutkować bardzo dużym motywem bólowym u przeciwnika. Będzie to uzależnione od siły uderzenia i odporności przeciwnika, więc tak naprawdę trudno ocenić skutki takiego ataku ale definitywnie można stwierdzić, że będzie to nader skuteczny sposób obrony, w sytuacjach ekstremalnych zagrożenia życia i zdrowia.

Atak skierowany na punkt wrażliwy stosuje się dla unieszkodliwienia napastnika, przez pozbawienie go możliwości lub chęci do dalszej agresji, oszczędzając w miarę możliwości miejsca, których wrażliwość stwarza groźbę, stosunkowo łatwego wywołania nieodwracalnych, a niepożądanych skutków.

Jak zawsze powtarzamy, samoobrona nie jest sztuką walki ani sportem, ale umiejętnością, kolejną umiejętnością życiową, którą warto nabyć i poznać, tak jak np. z nauką kontrolowanego poślizgu. Jeżeli ktoś tego nie czuje, to na nic przekonywania i namawiania z naszej strony. Znajomość ATEMI może się przydać w sytuacji, której się nie spodziewałeś. Szkolenie z samoobrony z wykorzystaniem punktów ATEMI odbędzie się 7 czerwca br, o godz. 19.15 w Centrum Kultury Podgórza. Śledźcie nas na facebooku.

Punkty ATEMI w samoobronie.

Copyright © BOR Grupa™ All rights reserved.