BLOG

  • Po sąsiedzku, uchodźcy a poczucie bezpieczeństwa.

uchodzcy z bliska

Autor Maciej Ustarbowski, redakcja, fot. Sylwia Ustarbowska – BOR Grupa.

Rodzinne sprawy zmusiły nas z żoną do wyjazdu zagranicę, do zachodnich sąsiadów. Sam byłem bardzo ciekaw, jak faktycznie wygląda sytuacja z uchodźcami i ile jest prawdy w przekazach telewizyjnych, czy internetowych. Na pierwszy rzut oka  niewiele się zmieniło, nie widać dzikich hord uchodźców, ale faktycznie jest więcej osób o inne karnacji,  spotyka się ich co krok.

Odnieśliśmy wrażenie, że więcej jest dzieci ciemnoskórych, które  beztrosko  bawią się na placach zabaw. Niby jest jak dawniej, ale jednak inaczej. O tym, że jest inaczej, przekonaliśmy się dopiero na spotkaniach rodzinnych. Podczas spotkań towarzyskich i rodzinnych usłyszeliśmy opowieści o obawach o własne bezpieczeństwo, o tym jak zmieniła się właśnie ta nowa emigracja w stosunku do dawnej, tej pierwszej, o aroganckiej postawie nowoprzybyłych, o epatowaniu własną religią i ich prawa do tego, o dużych grupach, w jakich często się poruszają. Każde wyjście z kimś bliskim do restauracji, jest połączone z niepokojem o własne bezpieczeństwo.

Kiedy rodzina i znajomi  dowiedzieli się od nas, czym dokładnie zajmujemy się, jako  BOR Grupa, byliśmy już za każdym razem proszeni o pokaz prostych technik samoobrony,  bezpiecznych zachowań, co zrobić gdyby… Prosili nas o to ludzie młodzi, starsi, a nawet seniorzy, rodzice martwiący się o dzieci, mężczyźni, kobiety troszczący się o bezpieczeństwo swoje i najbliższych. Informacja dla nas była jasna, że zainteresowanie naszymi szkoleniami z szeroko pojętego bezpieczeństwa osobistego, u naszych zachodnich sąsiadów byłoby ogromne.

Zadajemy sobie pytanie, jak to jest, że w Polsce mimo tego, że dzieli nas tak nieduża odległość, nie mamy takich postaw i zrozumienia dla sytuacji i zagrożenia, jakie może nadejść? W  żadnym wypadku nie potępiamy uchodźców, bo wiem i widziałem na własne oczy, jak wygląda wojna i jak cierpią ci ludzie, i tak naprawdę od czego uciekają, ale czy naprawdę wszyscy? Z ust małego chłopca, urodzonego już na emigracji, padło zdanie do obywatela państwa europejskiego, urodzonego tam z dziada pradziada: Jak dorosnę, to zabiję takich jak ty…

Jako ludzie powinniśmy pomagać innym, to nasz ludzki i człowieczy obowiązek ale nader wszystko dbać o siebie, rodzinę i najbliższych wiec może wróćmy do naszego TEDx-owego hasła i zaprowadźmy modę na bezpieczeństwo i bezpieczne myślenie.

Po sąsiedzku, uchodźcy a poczucie bezpieczeństwa.

  • BG System – stwórz swoje własne KOBUDO.

yawara w interwencji

Autor Maciej Ustarbowski, redakcja, fot. Sylwia Ustarbowska – BOR Grupa.

Okinawę znamy mniej więcej z geografii, ale bez zająknięcia powiemy, że karate, które się z niej wywodzi, to wymysł Japończyków… Zaskoczę Was, Okinawa to dawny archipelag RUYKYU, autonomiczne państwo, które było do 1606 r., pod wpływamy  Chińczyków. Jakby zatem nie patrzeć, japońskie karate jest … chińskie. Dlaczego o tym wspominam? W całej burzliwej historii na Okinawie, dwukrotnie wprowadzano edykt o zakazie posiadania jakiejkolwiek broni. Ponadto na Okinawie nie było złóż rudy żelaza, co też przyczyniło się do bardzo minimalnej ilości broni na wyspie. Te kwestie, pchnęły ówczesnych wizjonerów do stworzenia systemu obrony, w którym własne ciało i podręczne środki, stały się bronią. Podręczne środki, które posiadano w domach i obejściach, takie jak: bo, nunchaku, sai, tonfa, kama, eku, kuwa, przeistoczyły się w śmiercionośną broń. Do dzisiaj jest kultywowana ta sztuka obrony, między innymi w systemie karate kobudo.

Co to ma wspólnego z nami i dzisiejszymi czasami? To, że i my też możemy stworzyć swoje własne, współczesne kobudo. Nie namawiamy Was, do tworzenia i nauki samoobrony przy pomocy narzędzi rolniczych, czy masowych wypraw na wieś po sprzęt, ale jak dobrze pomyślimy, to właśnie to, co mamy pod ręką,  może stać się skuteczną bronią.

Telefon komórkowy umiejętnie trzymany, klucze, które mamy przy sobie, długopis, a nawet czasopismo, książka, tablet, czy okulary przeciwsłoneczne, a nawet butelka z wodą, mogą pomóc nam się obronić przed atakiem. Oczywiście bez treningu i ćwiczeń to tylko mgliste opowieści, ale  namawiamy, bo warto spróbować i nabyć kolejną umiejętność życiową, którą warto znać.

W  ramach naszego autorskiego systemu samoobrony BG System uczymy jak sobie poradzić i jak wykorzystać podręczne środki, skupiamy się na skuteczności, wykorzystujemy punkty wrażliwe na ciele, tzw. ATEMI. System bazuje m.in. na: karate, karate combat, combat jujitsu, judo, kung fu, krav maga, aikido. Trzeba pamiętać, że w bezpośredniej konfrontacji na pierwszym miejscu, najważniejszy jest człowiek, jego psychika i umiejętności, a później narzędzia. Dopiero to wszystko, w całości tworzy nasz prywatny „system kobudo”, czyli skuteczną samoobronę.

BG System – stwórz swoje własne KOBUDO.

 

  • Niewybuch z serbskiego pola kukurydzy – jak ciężka jest praca sapera.

Autor Maciej Ustarbowski, redakcja Sylwia Ustarbowska – BOR Grupa.

Od rana oglądamy relacje z Białegostoku, z akcji wywożenia niewybuchu z czasów II wojny światowej. Jak wynika z relacji, ewakuacja i reszta działań przebiegała nienagannie. Brawo władze lokalne i wszelki służby, a w szczególności saperzy.

Wielki szacunek dla kolegów saperów i pirotechników, jak trudny i bardzo niebezpieczny to fach, przekonałem się na własnej skórze w 1995 r. w Bośni.

W 1995 r. brałem udział w misji stabilizacyjnej sił IFOR w Bośni, pełniłem tam obowiązki dowódcy plutonu rozpoznania 16 batalionu 6 brygady desantowo – szturmowej, po prostu były to nasze czerwone berety.

Patrolując ze swoim plutonem jedną z serbskich wiosek, zostaliśmy zatrzymani przez dzieci i mieszkańców wioski, o nieznanej mi już nazwie. Wskazali nam oni pole kukurydzy, a na nim wielki niewybuch, ogromną bombę, albo część rakiety. O odkryciu niezwłocznie powiadomiliśmy dowództwo. Oczywiście, trochę bezmyślnie ale większość „strzeliła” sobie zdjęcie ze znaleziskiem ( jedno z pierwszych selfie, niestety, nie zachowało się ).

Dowództwo przekazało nam, że do czasu przybycia EOD (Explosive Ordnance Disposal , tj. Zespół Rozminowania), mamy pilnować znaleziska. Wydawało nam się to trochę bez sensu, skoro znalezisko leżało tu już jakiś czas, to po co tego pilnować… Nasze zadanie przedłużyło się do rana, zimno… całą noc lało. W skład naszego patrolu wchodziły dwa BRDM-y i Star, jak się domyślacie komfort nie był na poziomie hotelu czterogwiazdkowego. BRDM-y zachowywały się jak stare niemieckie łodzie podwodne, z każdej śruby lała się woda. Można było zaryzykować sen na pace Stara, ale plandeka to marna osłona w razie ostrzału…

Przemarznięci i przemoczeni dotrwaliśmy do rana, kiedy to zjawili się Amerykanie. Jak zobaczyli nasze znalezisko, to dosłownie… oniemieli. Od razu stworzyli strefy bezpieczeństwa, ewakuowali wioskę i zaczęła się cała „zabawa”. Ładunek został załadowany na specjalny transport, zamaskowany na czas transportu, wprowadzono totalny zakaz używania radia i wszelkiej łączności, wstrzymane zostały wszystkie loty w rejonie, gdzie przewożony był ładunek i strefa jego likwidacji. W tej operacji brali również udział, o ile dobrze pamiętam, Belgowie. Gdy dotarliśmy do miejsca neutralizacji ładunku, nakazali nam zająć pozycje, około 2 km od miejsca tzw. ZERO i pozwolili obserwować detonację. Koledzy belgijscy od razu proponowali nam założenie hełmów i obserwowanie sytuacji z pojazdów, ale obruszeni, że chyba żartują… odmówiliśmy. Gdy ogłosili, że wysadzają, staliśmy dumni koło swoich BRDM-ów… Wybuch był przepotężny, powietrze zadrżało i nagle usłyszeliśmy świst nadlatujących kamieni. Do tej pory, ani nigdy później, tak szybko nie wykonałem padu pod transporter. Możecie sobie wyobrazić, jaki ubaw mieli z nas Belgowie, ale cóż mieli rację. To co wtedy przeżyłem i zobaczyłem, wzbudziło we mnie wielki szacunek dla kolegów saperów i tego, z czym mają do czynienia w swojej pracy. W późniejszej swoim życiu zawodowym, wielokrotnie się o tym przekonałem.

Wielki podziw dla tych ludzi, bez nich wielu z żołnierzy by dziś nie było wśród żywych.

Niewybuch z serbskiego pola kukurydzy – jak ciężka jest praca sapera.

 

  • EWAKUACJA PREZYDENTA USA.

ochrona_big

Autor Maciej Ustarbowski, BOR Grupa, redakcja Sylwia Ustarbowska.

Powoli mija tzw. „Trampomania” i ogólny zachwyt nad wizytą prezydenta USA, kiedy to prawie na każdym kanale TV oglądać mogliśmy przejazd „bestii” i słyszeć pochwały na temat secret service.

Oczywiście robi to wrażenie, ten rozmach i cała otoczka, ale czemu tak cicho na temat naszych służb i oficerów BOR? Chłopaki naprawdę „odwalają” kawał dobrej roboty, niekiedy wielokrotnie więcej i skuteczniej niż koledzy z  USA.

Chciałbym tutaj przytoczyć pewną  historię… Jest 17 maj 2001 roku, do Warszawy przybywa, wprawdzie były ale zawsze, prezydent USA Bill Clinton, nie ma takiego rozmachu wokół jego wizyty, jak wówczas, gdy był pełniącym obowiązki, ale i tak zabezpieczenie ze strony Amerykanów robi wrażenie. Około 100 agentów, zabezpieczenie całych pięter w hotelu Sobieskim itp. Ze strony BOR, oprócz oficerów ochrony bezpośredniej, duża ilość zabezpiecza czasowe miejsce pobytu, jak i miejsca, gdzie ma przebywać gość .

Wówczas agentów secret service zainteresował jeden oficer BOR, który mimo, że pogoda bezchmurna poruszał się z wielkim parasolem. Oficer musiał odpowiadać na ciągle pytania: po co ten parasol? W tym czasie premierem był Jerzy Buzek i często na spotkaniach zdarzało się, że niezadowolenie wyrażane było obrzucaniem jajkami i nie tylko, dlatego oficer BOR wypracował swoistą taktykę – w momencie takiego zagrożenia, oficer posiadający parasol miał za zadanie błyskawicznie zasłonić parasolem osobę ochranianą. Oczywiście o tym specjaliści z USA nie mogli wiedzieć…

Wizyta Clintona przebiegała bez zmian, tylko do momentu, kiedy wysiedli na lotnisku rządowym na Okęciu. Według planu, Prezydent miał przejechać do hotelu Sobieski w Warszawie, ale nagle wpadł na genialny pomysł, że chce jechać na plac zamkowy na PIEROGI, tak, tak… na pierogi. Oczywiście możecie sobie wyobrazić, co się w takim momencie dzieje… błyskawiczne przemieszczenie oficerów BOR na miejsce,  sprawdzenie i zmiana pilotażu policji itp. Jednym słowem akcja ”chaos”, ale klient nasz pan. I tu właśnie koledzy z secret service nie zareagowali, nie powiedzieli  STOP mimo, że mają tak sztywne procedury…

Jakie było zaskoczenie, gdy na placu zamkowym czekali już na nas dziennikarze i tłum gapiów. Okazało się, że masa ludzi podsłuchuje radiostacje policyjne i to był właśnie tego efekt. Po skonsumowaniu pierogów, zadowolony pan Clinton postanowił się przespacerować  pod warszawską syrenkę, ulicą Świętojańską (wąska ulica, ciasno, koszmar każdego ochroniarza). Kiedy nasz gość wychodził ze sklepu z antykami, gdzieś na wysokości archikatedry, w kierunku prezydenta nagle lecą jakieś przedmioty!!! Pierwsze uderzenia przyjmuje na siebie oficer BOR, zasłaniając ciałem prezydenta. Agenci secret service za bardzo nie wiedzą co się dzieje… Dwóch gdzieś znika. Kolejne wrzutki już nie docierają… bo na ich drodze staje oficer BOR…z parasolem. Ewakuacja zmierza w kierunku podstawionej kolumny na ulicy Zapiecek, oficerowie BOR zasłaniają sobą, zarówno byłego prezydenta USA, jak i jego ochronę. Na szczęście, okazało się, że były to tylko jajka, a nie  kamienie albo, co gorsza, granaty.

Kolumna w trybie ewakuacyjnym udała się do hotelu, gdzie prezydent został wprowadzony do apartamentów już przez garaże, bez kontaktu z osobami pośrednimi i dziennikarzami. Była to jedyna w historii ewakuacja amerykańskiego prezydenta w Polsce.

Jak zauważyliście, nie taki secret service doskonałe, jak ich pokazują. W ochronie najważniejszy jest człowiek, jego umiejętności i wyszkolenie, a nasi oficerowie BOR to pokazali wówczas Amerykanom.

P.S. Oficerem BOR z parasolem był autor artykułu. A my Polacy nigdy nie powinnyśmy mieć kompleksów na tle innych służb, wojsk itp., bowiem zawsze liczy się człowiek i jego umiejętności.

EWAKUACJA PREZYDENTA USA.

 

  • Co to jest Yawara i do czego służy?

Autor Maciej Ustarbowski, BOR Grupa, red., fot. Sylwia Ustarbowska.

IMG_7776

YAWARA , inaczej kubotan to niewielki patyk, kołek, jak kto woli. Ma około 15 cm długości, o przekroju mniej więcej 1 cm, niepozorne narzędzie…

Do czego służy? Przy użyciu tego przedmiotu, możemy się bardzo skutecznie obronić. Wystarczy parę godzin szkolenia, a nasze poczucie bezpieczeństwa wzrasta. Przy użyciu yawary, ataki na punkty wrażliwe tzw. ATEMI i sploty nerwowe, dają niesamowite efekty w samoobronie. Trzeba przyznać, że szkolenie/ trening mogą być dość nieprzyjemne, a nawet bolesne, ale jak inaczej poznasz strefy i punkty ataku, jeżeli sam nie poczujesz na własnej skórze? Jeśli niewielki ból nie jest dla Ciebie granicą i  potrafisz się przy tym świetnie bawić,… i nie starasz się oddać partnerowi, to satysfakcja ze szkolenia z yawary jest gwarantowana.

I pamiętajcie, tylko nasza wiedza i umiejętności mogą zapewnić nam bezpieczeństwo, nie uczyni tego żadne narzędzie. Zapraszamy przybywajcie na nasze szkolenia !!!

Yawara.

 

  • Czy wiesz co to są punkty ATEMI ? Jak możesz je wykorzystać w samoobronie?

Autor Maciej Ustarbowski, BOR Grupa, red. Sylwia Ustarbowska.

6186629_f520

Punkty ATEMI to tzw. punkty wrażliwe na naszym ciele, bowiem ciało ludzie jest wrażliwe. Konsekwencją urazu jakiegokolwiek obszaru ciała jest ból i w zależności od miejsca oraz siły uderzenia, krótszy lub dłuższy rozstrój, któregoś z istotnych narządów, niekiedy ze skutkiem groźnym dla zdrowia, a nawet śmiertelnym. Istnieje na ciele człowieka kilkadziesiąt miejsc o szczególnej wrażliwości na ciosy. Są to  punkty, których położenie sprzyja  przenoszeniu energii kinetycznej zadanego w nie uderzenia, na leżące w  ciele narządy wewnętrzne, nerwy i ich sploty, głównie arterie, ich żyły i ich rozgałęzienia, jak i przyczepy mięśniowe. Orientacja w ich rozmieszczeniu pozwala, w pewnym stopniu, ustrzec się błędów w obronie własnego ciała i podnosi skuteczność wykonywanych technik. Znajomość skutków zadawanych w nie uderzeń umożliwia, w pewnym zakresie, regulację natężenia stosowanej obrony i ataku. Mistrzowie sztuk walki bazując na własnych doświadczeniach odrzucili punkty trudne w walce oraz mniej skuteczne, a do dyspozycji wojowników pozostawiono 49 punktów na całym ciele, o wysokiej wrażliwości na uderzenie, nawet przy jego umiarkowanej sile.
Rozróżnia się punkty wrażliwe podstawowe jest ich 27 i umiejscowione są na osi głównej ciała, oraz drugorzędne w ilości 22 i mieszczą się one na kończynach.

Ludzkie ciało zostało podzielone na 5 stref podstawowych:

– Głowa
· Szyja
· Tułów
· Kończyny górne
· Kończyny dolne.

Ataki na podstawowe punkty wrażliwe ATEMI będą skutkować bardzo dużym motywem bólowym u przeciwnika. Będzie to uzależnione od siły uderzenia i odporności przeciwnika, więc tak naprawdę trudno ocenić skutki takiego ataku ale definitywnie można stwierdzić, że będzie to nader skuteczny sposób obrony, w sytuacjach ekstremalnych zagrożenia życia i zdrowia.

Atak skierowany na punkt wrażliwy stosuje się dla unieszkodliwienia napastnika, przez pozbawienie go możliwości lub chęci do dalszej agresji, oszczędzając w miarę możliwości miejsca, których wrażliwość stwarza groźbę, stosunkowo łatwego wywołania nieodwracalnych, a niepożądanych skutków.

Jak zawsze powtarzamy, samoobrona nie jest sztuką walki ani sportem, ale umiejętnością, kolejną umiejętnością życiową, którą warto nabyć i poznać, tak jak np. z nauką kontrolowanego poślizgu. Jeżeli ktoś tego nie czuje, to na nic przekonywania i namawiania z naszej strony. Znajomość ATEMI może się przydać w sytuacji, której się nie spodziewałeś. Szkolenie z samoobrony z wykorzystaniem punktów ATEMI odbędzie się 7 czerwca br, o godz. 19.15 w Centrum Kultury Podgórza. Śledźcie nas na facebooku.

Punkty ATEMI w samoobronie.

 

  • Mediacja, jako alternatywna metoda rozwiązywania konfliktów w organizacji.

Autor Sylwia Ustarbowska (Skonieczka), BOR Grupa.

W instytucjach pracownicy często zaprzeczają istnieniu konfliktu. Wyrzekają się szczerości, kreatywności, znoszą obelgi i upokorzenia, żeby nie stracić pracy albo w nadziei, że wkrótce z niej odejdą. Jednak konflikt, gdy działa z ukrycia, ma większą siłę. Reguły obowiązujące w firmach nie sprzyjają szczerej komunikacji, za to wynagradzają tłumienie uczuć i odstępowanie od szczerego dialogu. Szczerość grozi zwolnieniem z pracy. Wszystkie firmy są wrażliwe na szczerość, ponieważ większa część ich działalności opiera się na milczeniu i na paraliżu pracowników wywołanym strachem przed utratą pracy. Konflikty jednak nie znikają, gdy udajemy, że ich nie ma, a wręcz przybierają na sile. Mediacja ma zachęcić ludzi do poznawania nawzajem swoich stanowisk i interesów. Dzięki mediacji zwaśnione strony mogą sobie wybrać rozwiązanie i nikt im go nie narzuca. Niewiele firm wprowadza w życie system rozwiązywania konfliktów w miejscu pracy, lub korzysta z usług profesjonalnego mediatora.

Co to jest mediacja?

Nowożytna mediacja rozpoczęła swój boom ponad 30 lat temu w USA, ale sama mediacja ma swoją ponad 2000- letnią historię. Tzw. ADR-y (Alternative Dispute Resolution) zrobiły karierę poza Stanami Zjednoczonymi początkowo w krajach o tradycjach anglosaskich: Kanadzie i Wielkiej Brytanii. Później zostały zaimportowane do pozostałych krajów europejskich. Dziś w wielu krajach mediacja funkcjonuje z powodzeniem. Mediacje pomogły zakończyć spór pomiędzy Argentyną i Chile, zakończyć wojny w Namibii, Mozambiku, Kambodży, Nikaragui i Gwatemali. W sądzie w Exeter (Anglia) współczynnik spraw zakończonych ugodą wynosi 75%, w Getyndze (Niemcy) – aż 90%

Jeśli strony będące w konflikcie nie mogą sobie poradzić z dzielącymi je różnicami, wtedy na ich prośbę (mediacja pozasądowa) lub za ich zgodą (mediacja sądowa) interweniuje w konflikt neutralna osoba trzecia – mediator. Interwencja w konflikt to pomoc stronom w osiągnięciu rozwiązania konfliktu – rozwiązania akceptowalnego przez obie strony. Największą zaletą mediacji jest jej szybkość. Dobrze przygotowana mediacja, prowadzona przez profesjonalnego mediatora, może zakończyć się w ciągu kilku dni. Koszty postępowania mediacyjnego są kilkakrotnie niższe niż postępowania prowadzonego przed sądem.

Specyfika mediacji w życiu zawodowym

W przypadku konfliktów w miejscu pracy należy uwzględnić szczególne uwarunkowania. Mediacja między kolegami z pracy z reguły polega na tym, że zwaśnione strony wracają po mediacji do wspólnego systemu i nadal pracują w identycznym strukturalnie środowisku. Sytuacje mediacyjne w środowisku pracy są bardzo odmienne również w kwestii równouprawnienia ze względu na możliwe stosunki hierarchiczne. W przypadku konfliktów zawodowych dopiero podczas analizy i często tylko z przypadkowych informacji lub intuicji wynika, że konflikty, które należy rozwiązać w mediacji, mają inne tło i sprzeczne lub ukryte cele. Może się zdarzyć, że mediator reguluje konflikt pomiędzy stronami, podczas gdy właściwe ognisko zapalne znajduje się w całkiem innym miejscu. Nieudana mediacja pociąga za sobą tylko to, że fatalna sytuacja nadal istnieje. Strony nie są w stanie wyobrazić sobie jakiegoś rozwiązania, ponieważ same nie mogły go dotychczas znaleźć. Zaleta pracy w środowisku zawodowym polega na tym, że z reguły z łatwością przychodzi wypracowanie wspólnego celu. Z grubsza cel ów polega na tym, iż zwaśnione strony najczęściej muszą dojść do porozumienia – w interesie wszystkich stron leży udane funkcjonowanie przedsiębiorstwa. Konflikty zaistniałe w otoczeniu mogą dotyczyć nie tylko dwóch, lecz większej liczby osób. Spór kilku osób może łączyć się z problemem różnicy interesów, na przykład w przypadku konfliktów miedzy różnymi obszarami lub w związku z fuzjami. Sprawą zasadniczą w konflikcie w organizacji jest również korzyść finansowa, którą obiecuje mediacja. Osoby bezpośrednio związane ze sprawą są często tak bardzo zaangażowane w konflikt, że prawie nie uwzględniają skutków, jakie ponosi przedsiębiorstwo, jako całość.

Mediacja jest, więc alternatywnym sposobem podejścia do konfliktu, określanym czasem, jako „negocjacja we troje”, czyli negocjowanie przez osoby lub grupy osób będące w konflikcie przy pomocy mediatorów, którzy ułatwiają proces, ale nie narzucają rozwiązania. Mediacja przynosi pozytywne efekty wtedy, gdy stronom zależy na szybkim i efektywnym zakończeniu sporu przy minimalizacji kosztów, rozgłosu, zakłóceń w życiu zawodowym i prywatnym. Realna ocena sytuacji i chęć osiągnięcia porozumienia są zaburzone, kiedy dochodzi do konfliktu w instytucji. Postrzegamy drugą stronę, przyjmując postawę egoistyczną. W takiej sytuacji pomocny może być, niezaangażowany, bezstronny mediator, który przyczyni się do obiektywnej oceny oraz osiągnięcia satysfakcjonującego porozumienia.